3.05
2013

Nigdy nie zrobię tego swojemu dziecku!

Świadomość współczesnych rodziców, o tym jak tworzyć więź ze swoim dzieckiem i konstruować jego osobowość, jest nieporównywalna z tą, w którą wyposażeni byli nasi ojcowie. Na podwalinach tamtej niewiedzy, wielu dzisiejszych rodziców wyrosło z silnym przyrzeczeniem – „nigdy nie zrobię tego swojemu dziecku” - i teraz faktycznie, dokładają wszelkich starań, by nie powielać własnych krzywd.  Żaden przytomny ojciec, czy matka nie chce zadawać cierpienia własnemu dziecku. Wyraźnie widać, że współcześni rodzice chętniej sięgają po inne style wychowawcze, oparte na dialogu i partnerstwie. Wielu bez trudu zrezygnowało z kar fizycznych, których nierzadko sami doświadczali. Wielu ofiarowało też swoim potomkom, bez porównania szerszy horyzont norm, nie wprowadzając już tak wąskich reguł na to co wolno, a co jest zabronione.

Przypatrując się bliżej, w wielu rodzinach wciąż niestety odnajdziemy ślady przeszłości. Stare, utarte schematy, mimo że pod inną postacią, dalej bowiem obowiązują i pozostają w użyciu. Wielu rodziców, nawet jeżeli potrafi w świadomy sposób wyrzec się konkretnych reakcji, np. dawania klapsów, to nie zauważa niestety, że pewna część ich zachowań ma wciąż wspólny mianownik z tym, czego tak bardzo pragnęli uniknąć.

Gdzie kończy się wychowanie, a zaczyna przemoc?

Wychowywanie, to nieustanny potok stawianych granic i frustracji, jakie wymierzamy naszym dzieciom. W tym szalenie trudnym i dynamicznym procesie nie da się więc nie popełniać błędów. Tym bardziej więc warto przypatrzeć się, czy metody po które najchętniej sięgamy do wywierania wpływu, nie poniżają i nie uderzają w godność małego człowieka. Granica między wychowywaniem, a nadużywaniem władzy jest naprawdę trudna do doprecyzowania. Dlatego też trzeba umieć dostrzegać, czy używanie zależności dziecka, nie oznacza przypadkiem, że sami wpadliśmy w pułapkę zbyt częstego sięgania po szybkie i łatwe rozwiązania. Pamiętajmy, że przecież maluchy zawsze są słabsze i nigdy nie będą umiały skutecznie się obronić, a dodajmy że przed własnymi rodzicami jest się bronić najtrudniej. W grę bowiem wchodzą silne konflikty, których doświadczają dzieci, pragnienie miłości i akceptacji ze strony ukochanej osoby, wymieszane z lękiem przed jej utratą i dylematem lojalnościowym. Dorosłym, którzy dostrzegają bezwarunkowość swoich dzieci, często kuszące wydają się te metody podporządkowania, które w swej naturze wiele już mają wspólnego z podstępem i manipulacją. Nazwijmy więc te metody po imieniu, to przemoc psychiczna.

Nieświadome nawyki

Nikt z nas nie chciałby celowo wejść w rolę oprawcy. Wielu też wyraziłoby zdecydowany sprzeciw, gdyby ich zachowania nazwać przemocą psychiczną. Trudno jest się do niej przyznać, zawsze więc znajdziemy wobec niej jakieś usprawiedliwienie, uprawomocniając tym samym własne zachowania. Tymczasem przemoc psychiczna jest zbyt powszechnym zjawiskiem. Mowa tu nie tylko o zachowaniach wprost agresywnych, jak krzyki, obelgi, czy wyzwiska. Przemoc psychiczna bywa wszak bardziej wyrafinowana i zdradliwa. Zawsze wykorzystuje bezradność dziecka, zawsze wiąże się z jego upokorzeniem, zagubieniem i zakłopotaniem. Nawet jeżeli zadawana jest nieświadomie, to jednak zawsze nastawiona jest na osiągnięcie celu, jakim jest skuteczne podporządkowanie. Zatem nie tylko „złe słowa” należą do tej mało chwalebnej kategorii. Przemocą mogą być także czyny, gesty, mimika. Często mówimy wręcz o bardzo subtelnych zachowaniach, które potrafią wprawiać w lęk i popłoch nasze dzieci. A to z kolei zawsze oznacza ich cierpienie.

Gdy mama się nie odzywa

Manipulacje, do których odwołują się dorośli, bywają „pomysłowe”. Częstym przykładem jest, tak powszechnie występujące obrażanie się. Dzieci źle znoszą odcięcie kontaktu ze strony swoich rodziców, pragnąc go odbudować zrobią niemal wszystko. Niestety dla wielu dorosłych to tylko woda na młyn, triumfując nad drugim człowiekiem potrafią w nieskończoność przeciągać chwile dramatycznej ciszy. Wielokrotnie w takich momentach to dzieci wykazują się większą dojrzałością. Zadają pytania wprost -„gniewasz się na mnie?”- poszukują dialogu, wychodzą naprzeciw. Te starania o uwagę, dla wielu rodziców, będą jednak zbyt uwodzące, by tak łatwo z nich zrezygnować i odbudować relację na nowo.

Podobnie jest ze wzbudzaniem poczucia winy, czy straszeniem - „ten piesek cię zaraz ugryzie”, „babcia przestanie cię kochać, jeżeli w tej chwili tu nie przyjdziesz” - w tych kategoriach dorośli potrafią wykazywać równie wielką twórczość. Zazwyczaj wynika ona z ich własnej bezradności, ale to nie zwalnia ich jednak z odpowiedzialności za swoje czyny.

Kontynuując wyliczankę nadużyć należy także wspomnieć o umieszczaniu dzieci w rolach, które do nich nie należą, jak np. w roli korespondenta rodzinnego, czy negocjatora w rozgrywkach między rodzicami -„idź do taty i powiedz mu, że nie przyszyję mu guzika, bo mnie dziś boli serce”. Cóż za problem, żeby mama sama oznajmiła to tacie? A jednak. W niektórych rodzinach dziecko musi wykonać wiele takich kursów, nim rodzice rozładują swoje frustracje. Pamiętajmy, że są to role, których maluchy nie rozumieją, a czują że są w jakiś sposób za nie odpowiedzialne. Zawsze będą wobec takich zadań bezbronne, zwłaszcza gdy któreś z rodziców dodatkowo oczekuje, że w tych zawodach będzie on jego koalicjantem. Takie sytuacje zawszę dla dzieci będą bolesne, zbyt trudne do udźwignięcia, a na końcu okupione wysoką ceną, choć zazwyczaj niewidoczną na pierwszy rzut oka. Budzą bowiem wiele niepokoju i lęku, dlatego też wciąganie maluchów w gry dorosłych jest ogromnym nadużyciem.

Wielka dziura w samoocenie

Każdy, kto dobrze poszpera we własnych wspomnieniach, natknie się na tego typu wpadki, zadane niegdyś przez naszych bliskich. Takie wydarzenia, gdy są incydentalne nie czynią aż takich spustoszeń, bardziej są źródłem nieprzyjemnego stresu. Jeżeli rodzice uważnie przyglądają się własnym zachowaniom, zawsze przecież mają szansę na podjęcie działań naprawczych. Gdy przytrafia się sytuacja, w której nadużyte zostało nasze dziecko, wystarczy wówczas zwykła rozmowa, w której adekwatnie do wieku, wyjaśnimy całe zajście. Starajmy się przywrócić w niej porządek świata, a przede wszystkich poczucie bezpieczeństwa.

Jeżeli jednak zachowania takie stają się normą i wypełniają codzienny repertuar interakcji z dzieckiem, należy spodziewać się wielkich zranień w tej małej istocie, które odzywać się będą przez całe jej dalsze życie. Osoby dorastające w takiej przemocowej atmosferze zmagają się z zaniżoną samooceną. Stają się łatwym celem nadużyć w przyszłości, często bowiem mają trudność ze stawianiem granic. Nie potrafią o siebie walczyć, a gdy już to robią zmagają się  często z poczuciem winy i silnym niepokojem. W przyszłości będą miały kłopot z braniem tego co dobre i hojne. Pokutował będzie schemat, że zbyt wiele im się nie należy, bo przecież to one stworzone są do podporządkowania i zaspokajania potrzeb innych, tak jak kiedy musiały się podporządkować, by zasłużyć na uznanie. Jest zatem wielkie ryzyko, że osoby te w swoim życiu, w pogoni za poczuciem własnej wartości, rozpaczliwie gubić będą samych siebie.

Magdalena Tymińska

 Artykuł ukazał się także na portalu tatawtarapatach.com