17.01
2017

Syndrom pustego gniazda.

Rozmawiając z rodzicami, którym zaczynają dorośleć dzieci widzę, jak przejmujący jest to moment w ich życiu. Dorastanie dziecka oznacza przybliżające się rozstanie, a żadne rozstanie nie należy do przyjemności. Zrozumiałe, że wywołuje ono uczucie rozżalenia, przecież coś się nieodwracalnie kończy. Warto dodać, że bardzo często obok przeżywanego smutku, w psychice równolegle pojawić się może też lęk, z tą tylko różnicą, że ten nie będzie przedostawać się do świadomości już tak łatwo. A warto o nim wspomnieć.

Opuszczanie gniazda przez dzieci, choć może wydawać się czymś oczywistym i  niepozornym, wiąże się dla rodziców z głęboką reorganizację ich wewnętrznego i codziennego życia. To właśnie te dwie zmiany stają się najczęściej przyczyną lęków i niepokoju. W pewnym sensie moment ten wymusza ponowne poukładanie samego siebie, przedefiniowanie tego kim się jest. Wszystko co było do tej pory znane i regularne, realizowane w codziennym rytmie, od kilkunastu lat stałe i bezpieczne ma przestać nagle obowiązywać. Nie sposób przejść obok tych zmian obojętnie.

Jest to więc moment prowokujący do wielu pytań, konfrontujący z miejscem, z czasem w jakim się właśnie ląduje i najważniejszym pytaniem: jeżeli nie rodzicem, to kim teraz jestem? Dla niektórych osób tlące się w progach świadomości odpowiedzi są bardzo konfrontujące. Odkrywają jakąś lukę w swoim życiu, którą udawało się pomijać dzięki rodzicielskim obowiązkom, odkrywają niezałatwione tematy przed którymi woleliby uciec. U każdego coś innego, ale budzącego podobną niechęć. Wówczas pokusą może być chęć zatrzymania dziecka przy sobie.

Nastolatek, któremu z definicji separowanie nie przychodzi łatwo, napotykając na opór rodzica musi dźwignąć nie tylko własny lęk przed rozstaniem, ale też jego lęk. Może to niebezpiecznie wyhamowywać lub zakłócać naturalny rozwój. Młodzi ludzie wikłani są wówczas w dodatkowe poczucia winy i lęku za to, że mają apetyt dorosnąć. Może to być ryzykowne zjawisko, głównie dlatego, że odziera z ufności i poczucia bezpieczeństwa w podejmowaniu pierwszych samodzielnych kroków.

            Rodzice broniący się przed syndromem opuszczonego gniazda poprzez przytrzymywanie przy sobie dzieci w istocie bronią się przed własną dezintegracją (powiedziane dość ogólnie, ale to dlatego, że u każdego oznaczać ona będzie coś innego). Warto rozważyć w takich momentach jakiś rodzaj wsparcia, po pierwsze, aby uchronić siebie przed psychicznym rozbiciem, a po drugie aby pozwolić dorastać swojemu dziecku. Większość rodziców na tym etapie, po opłakaniu doświadczonej straty otrzepuje się i rusza dalej w życie. Ale niekiedy wskazane jest wsparcie.

Magdalena Tymińska- psycholog, psychoterapeuta